Holger Danske - Duch zamku Kronborg

Holger Danske na zamku Kronbrorg
Śpiący Holger Danske w podziemiach zamku Kronborg. Fot. Dave Verwer
2011-08-30 09:44
Magdalena Żmuda-Trzebiatowska

Do duńskiego miasteczka Helsingør nad cieśniną Sund turyści przybywają najczęściej przyciągani sławą zamku Kronborg, który Szekspir nazwał Elsynorem i uczynił siedzibą duńskiego księcia Hamleta. Na miejscu dowiadują się jednak, że Kronborg ma też własne duchy, o całe wieki starsze od szekspirowskich i własne legendy, z których najbardziej znana opowiada o Holgerze Danske.

Legenda o śpiącym rycerzu z zamku Kronborg

Był już starym człowiekiem. Widział to patrząc na swe odbicie w błyszczącej tarczy, czuł wchodząc z trudem po stromych schodach na wieżę, słyszał w szeptach służby, która zastanawiała się, ile to już zim przeżył król Holger, największy z bohaterów, jakich wydała duńska ziemia. Nie pamiętał, ile ma lat. Czasami wydawało mu się, że od zawsze trzyma w dłoni ciężki miecz i że każdego poranka budzi się na dźwięk rogu wzywającego do boju. Ale był już zmęczony, bardzo zmęczony...

Pewnego dnia wrócił do domu, na kamienisty brzeg cieśniny, do zamku, w którym się urodził. Krajem od dawna władał w jego imieniu wnuk, a może prawnuk, wysoki młodzieniec o jasnych włosach i śmiałym spojrzeniu, który z szacunkiem pochylił głowę prosząc o błogosławieństwo. Przypominał trochę jego najstarszego syna, któremu nie było dane dożyć wieku męskiego. Holger z żalem oddał mu koronę i berło, ale miecz zatrzymał. Nigdy się z nim nie rozstawał.

Później często bywał na królewskim dworze, służył radą i opowiadał o swych przygodach w odległych krajach. Jednak najlepiej czuł się w zamku o grubych murach, sięgających nieba basztach i głębokich lochach. Lubił stać na szczycie wieży, gdzie wiatr rozwiewał jego długą siwą brodę, słuchać krzyku mew, czuć zapach morza i podziwiać piękno królestwa, którego bronił przez całe swoje długie życie. Lubił też schodzić do zamkowych podziemi, gdzie zawsze panowała cisza i spokój, a ciemność rozjaśniał tylko blask pochodni. Siadał na kamiennej ławie w niewielkiej komnacie, przymykał oczy i rozmyślał nad wszystkim, co widział i czego doświadczył.

Często morzył go sen, a wtedy śnił o bitwach, w których brał udział i wrogach, których pokonał, o cudach, które oglądał, kobietach, które kochał i skarbach, które zdobył. Budził go zaufany służący, przynosząc dzban grzanego piwa i zapytując czy Jego Miłość zechce wkrótce spożyć wieczerzę.

Sny o przeszłości były dobre i dawały odpoczynek. Jednak gdy tylko zaczynał rozmyślać o przyszłości, natychmiast opuszczał go spokój. Był już zmęczony, bardzo zmęczony. Ale jak miałby zostawić wszystko, co było mu drogie, skoro nie znał odpowiedzi na pytania cisnące się do głowy? Było ich wiele: Jak potoczą się losy Danii, kiedy go już zabraknie? Jakim wyzwaniom i niebezpieczeństwom będą musieli stawić czoła jego potomkowie? Czy nigdy się nie ulękną, nie cofną, nie złamią świętej przysięgi, jaką królowie składają przyjmując na siebie obowiązek obrony ziem i ludzi?

Nadeszła jesień. Dni stawały się krótsze, wiatry wiały silniej. Holger czuł, że traci siły...

Obudził się w środku długiej nocy. Coś kazało mu powstać z łoża, przywdziać zbroję, hełm, przypasać miecz i ująć w dłoń tarczę. Skierował kroki do podziemi, szedł przez wąskie korytarze, ku swej ulubionej komnacie. Kiedy tam dotarł wydało mu się, że nie jest sam. Wydobył oręż z pochwy, gotów walczyć z każdym, kto ukrył się w ciemności. Lecz nie zobaczył nikogo… Usłyszał tylko głos:
- Odłóż miecz Holgerze Danske. Twój ziemski czas dobiega końca.
Stary rycerz zacisnął mocniej dłoń na rękojeści.
- Nie mogę stąd odejść. Kto będzie wtedy bronił mego pięknego kraju?
Głos odezwał się ponownie:
- Holgerze Danske, byłeś dzielnym wojownikiem i dobrym królem. Powiedz, jakiej nagrody chcesz za swą wierną służbę.
- Moją jedyną nagrodą jest szczęście Danii. Chcę zawsze stać na straży jej pokoju i dobrobytu.– Słowa starca odbijały się echem wśród podziemnych sal.
Tajemniczy głos przemówił po raz trzeci.
- Holgerze Danske, niechaj więc tak będzie. A teraz usiądź i odpocznij.

Tym razem rycerz posłuchał wezwania. Spoczął na kamiennej ławie, przykrytej niedźwiedzią skórą, złożył na kolanach miecz, oparł się na nim, pochylił głowę i zamknął oczy. Nie musiał długo czekać na sen...

Był młodym następcą tronu i wraz ze swym ojcem Gudfredem, królem Danii wyruszał na wojnę. Armia Karola, króla Franków zwanego później Wielkim przekroczyła właśnie granicę kraju, paląc i rabując. Piękna żona Holgera żegnała go ze łzami w oczach u zamkowych bram. Na ręku trzymała najmłodszego syna. Średni stał przy jej boku, a najstarszy, Hevan jechał na własnym koniu u boku Holgera. Miał dziesięć lat, już nieźle władał mieczem i chciał zostać rycerzem, tak jak jego ojciec.

W czwartym roku wojny Hevan zginął z ręki Charlota, syna Karola. Na wieść o tym, żona Holgera umarła z żalu. On sam umoczył miecz w krwi syna, przysięgając zemstę. Mijały dni pełne wojennych trudów, walki nie przynosiły rozstrzygnięcia. Nigdy nie udało się Karolowi podbić północnych ziem. Musiał w końcu ustąpić wobec zaciekłego oporu ich obrońców.

W siódmym, ostatnim roku wojny Holger wśród zgiełku bitwy zobaczył nagle przed sobą dzierżącego królewską chorągiew Charlota, który oddalił się od swych ludzi. Nie namyślając się wiele wzniósł broń do ciosu... Ale nagle opuścił go gniew i zamiast ciąć w pierś rycerza, zdzielił go płazem miecza przez głowę i zamroczonego rzucił swym przybocznym, by odprowadzili jeńca na tyły. Wkrótce później zawarto pokój...

Holger ocknął się ze snu.. Nie, nie był na polu bitwy tylko w podziemiach zamku Kronborg. Chciał powstać z ławy i wrócić do swego łoża, ale nogi miał ciężkie jak z kamienia. Po chwili znów zamknął oczy…

Wraz z innymi rycerzami Karola Wielkiego stał na wzniesieniu patrząc na nadciągające zastępy wrogów. Minęły dawno czasy, kiedy cesarz wyprawiał się na ziemie Danów. Nie mogąc ich pokonać zawarł z nimi sojusz i oto teraz król Holger przybył na wezwanie, by walczyć z zagrażającymi chrześcijańskiemu Zachodowi hordami niewiernych.

Armia Saracenów była jak morze, sięgające po horyzont, podpływające z wolna, coraz bliżej i bliżej. W obozie powtarzano niestworzone historie o smokach i potworach z piekielnych czeluści, które mieli ze sobą prowadzić i wykorzystywać w bitwie. Holger słysząc je wzruszał ramionami. Wojownika z Północy nie można było nastraszyć takimi bajkami. Ufny w siłę swego ramienia i moc stali, gotów był stawić czoła każdemu niebezpieczeństwu.

W trzecim dniu bitwy zobaczył go wreszcie. Olbrzyma, o którym opowiadano w cesarskim namiocie. Wielki, dziki i włochaty walił na oślep swoją nabijaną stalowymi ćwiekami maczugą, siejąc spustoszenie w szeregach chrześcijańskich rycerzy, którzy umykali przed nim, jak spłoszone króliki. Tylko Holger nie zawrócił konia. Widział już wcześniej takie stwory, w jego kraju roiło się kiedyś od nich.

Olbrzym opędzał się od niego jak od natrętnej muchy, a Holger uskakiwał przed ciosami maczugi i uparcie atakował, wiedząc, że rany, które zadaje, osłabiają siły przeciwnika. W końcu przeciął mu ścięgna pod kolanem, a chwilę później pod drugim. A kiedy olbrzym padł na ziemię, wbił mu miecz prosto w serce. Tak zginął Brehus, syn Bregata, potomek ciemności i lodu, najemnik, którego Saraceni spod znaku półksiężyca wystawili do boju z armią walczącą pod symbolem krzyża.

Holger przebudził się ze snu. Teraz już nie tylko nogi odmawiały mu posłuszeństwa, rękami także nie mógł ruszyć, były zimne i twarde. A gdy spróbował podnieść głowę okazało się, że jego długa broda przyrosła do kamiennej posadzki.

Wtedy znów usłyszał głos:
- Holgerze Danske, oto spełnia się to, czego sobie życzyłeś. Pozostaniesz na wieki strażnikiem tej krainy. Zapadniesz w sen kamienny, lecz śpiąc widział będziesz wszystko, co dzieje się w miastach i wioskach twego państwa. A jeśli Danii zagrozi kiedyś niebezpieczeństwo tak wielkie, że żywi nie będą sami w stanie mu sprostać, powstaniesz z kamienia, by stanąć na ich czele. Czy tego właśnie chciałeś?

Holger próbował otworzyć usta, by przytaknąć, lecz nie był już w stanie. Chłód przeniknął całe jego ciało, ciężkie powieki opadły.
- Śpij kamienny rycerzu, odpoczywaj, zbieraj siły, byś kiedyś znów mógł stanąć do walki...

I od tej pory Holger śpi w podziemiach Kronborga, a turyści z zadumą wsłuchują się w słowa legendy. Ponoć kilka razy kamienny rycerz bliski był już przebudzenia, kiedy nad Danią zbierały się burze, ale jego potomkom zawsze udawało się powstrzymać zagrożenie i nie musieli wzywać go na pomoc. Ale gdyby kiedyś nadeszła taka potrzeba...

Komentarze

Dodaj artykuł za darmo
Specjalista SEO