Skyline czyli internetowy przekręt jak z Polski do Danii

Internet
W Danii też należy ostrożnie wybierać dostawcę Internetu. Fot. Rock1997
2012-04-30 10:56
Krzysztof Kozik

Jeszcze 20 lat temu słowo „Internet” dla znakomitej większości z nas miało abstrakcyjny wydźwięk i rodowód jakby nie z tej planety. Ta wymyślona i stworzona na potrzeby wojska platforma informacyjna przez bardzo długi czas – 22 lata – stanowiła jedną z największych tajemnic Pentagonu a o jej powszechnej dostępności nikomu się nawet nie śniło. Kiedy w 1991 roku zdjęto klauzulę tajności rozpoczęła się bardzo szybka komercjalizacja i powszechny rozwój Internetu, bez którego dzisiaj nie wyobrażamy sobie życia.

Teraz problemem nie jest dostępność Internetu, ale wybór właściwego, spełniającego nasze wymogi, operatora. Konkurencja na rynku jest duża, a operatorzy prześcigają się na różne sposoby w zdobywaniu i przejmowaniu klientów. Handel bazami danych stał się powszechnie obowiązującą, także w Danii, praktyką – jedni wykupują drugich z rąk tych trzecich z całym dobrodziejstwem inwentarza (czyt. bazą klientów). Uznajemy to za coś normalnego i nie zwracamy uwagi na prawne, a raczej bezprawne aspekty działań niektórych firm.

Opisana poniżej historia miała miejsce naprawdę i pokazuje do czego jest w stanie posunąć się firma, aby „zdobyć” klienta i jego pieniądze.

Był sobie ClearWire

Był i przez jakiś czas oferował klientom możliwość korzystania z Internetu za pośrednictwem modemu typu Wimaxx box. Firma miała swoją siedzibę w Kopenhadze niedaleko elektrowni Svanemølle. Tam też kupowało się sprzęt i załatwiało wszelkie formalności związane z umową i płatnością. 2 GB kosztowały miesięcznie 199 koron, a płaciło się za pośrednictwem serwisu realizacji płatności PBS.

Zdarzało się, że – choć antena była niedaleko – sygnał był słaby, ale w sumie było całkiem nieźle. Pewnego jednak dnia sygnał całkiem zaniknął, a po wizycie w siedzibie firmy okazało się, że zniknął także ClearWire. Cóż było robić, poszedłem do najbliższego butiku i kupiłem modem sieci 3. Teraz za 3GB płacę o 20 koron mniej i nie mam problemów.

Od ClearWire do Skyline

Pewnego marcowego dnia 2010 zadzwonił dzwonek, w drzwiach stał listonosz z 2 paczkami w ręce. Jedna z nich była dla mnie a druga dla kolegi, który kiedyś mieszkał w tym samym domu, ale ponad rok wcześniej wrócił do Polski. Choć niczego nie zamawiałem, to swoją paczkę odebrałem, a tę drugą listonosz zabrał z powrotem. Po otwarciu okazało się, że w środku jest skrzynka internetowa i jakieś gadżety, a wszystko to przysłała firma Skyline v/ELRO Erhverv, mieszcząca się w Randers na Jutlandii.

Skąd u licha – pomyślałem sobie – wzięli mój adres? Następnego dnia całą zawartość wraz ze wszystkimi gadżetami odesłałem – co ważne – za potwierdzeniem na adres nadawcy. Uczyniłem to bezpłatnie, bo nadawca dał mi taką możliwość, załączając tzw. zwrotkę na wypadek rezygnacji z jego oferty. Odesłanie paczki na adres nadawcy jest niczym innym jak potwierdzeniem rezygnacji z proponowanego produktu lub usługi. Byłem święcie przekonany, że druga strona rozumuje w identyczny sposób.

Okazało się jednak, że nie. Przez 3 miesiące z mojego konta ściągnięto za pośrednictwem PBS 536 koron. W swoim banku – za radą kolegi – zablokowałem dalsze obciążanie mojego konta przez Skyline. Nie zraziło to jednak Skylene i począwszy od lipca 2010 co miesiąc otrzymywałem kolejne faktury z żądaniami płatności. Nie pomagały wysyłane kilka razy maile z wyjaśnieniami całej sprawy i żądaniami zaprzestania uporczywego nękania i bezprawnego nacisku. Jedyną odpowiedzią firmy na moje maile były kolejne faktury i żądania zapłaty. Ponieważ nie miałem wobec firmy żadnych, absolutnie żadnych zobowiązań nie uległem naciskom i nie zapłaciłem ani korony.

Dłużnik

Po 15 miesiącach od blokady płatności otrzymałem ze Skyline kolejne pismo z zestawieniem niezapłaconych faktur na łączną kwotę 2505 koron wraz z żądaniem zapłaty. I choć straszono mnie skierowaniem sprawy do firmy windykacyjnej pozostałem niewzruszony, bo dlaczego mam płacić za coś czego nie kupiłem i nie używam.

I stało się – po kilku dniach otrzymałem list z Intrum Justitia z żądaniem zapłaty powyższej kwoty powiększonej o … 1000 koron i „korzystną” propozycję rozłożenia płatności na 10 rat. Nie skorzystałem z tej „korzystnej” propozycji i nie zapłaciłem, a mój upór „nagrodzono” wpisaniem moich danych do duńskiego rejestru dłużników – RKI.

Dosyć tego – miarka się przebrała - powiedziałem sobie i postanowiłem powalczyć o swoje – nie tylko pieniądze - z wielką firmą.

Co z tego wynikło?

Zawziąłem się na całego, bo jakim prawem ktoś ( jakaś firma ) kupczy moimi danymi osobowymi i na dodatek zabiera mi z konta pieniądze za usługę, z której nigdy nie korzystałem? Potrzebny był mi ktoś, kto wie jak poruszać się po duńskim rynku, ktoś kto by mnie reprezentował. Pomyślałem o Krystynie, Polce mieszkającej tu od prawie 30 lat, właścicielce firmy Machholdt Consult. Temat i sprawa bardzo ją zaciekawiły, uzgodniliśmy warunki i zaczęła się jazda.

List musiał być skuteczny, a zatem ważna była jego zawartość merytoryczna i odwołanie do konkretnych przepisów prawa UE, ponieważ w krajach członkowskich Unii obowiązuje zasada nadrzędności prawa unijnego nad prawem krajowym. Poświęciłem trochę czasu na znalezienie odpowiednich Dyrektyw, ale warto było.

Znalazłem to, czego szukałem – Dyrektywa 2005/29/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 11 maja 2005 o nieuczciwych praktykach handlowych stosowanych przez przedsiębiorstwa wobec konsumentów na rynku wewnętrznym. Tam właśnie jest mowa o „agresywnych praktykach handlowych” (Art.8 ) oraz o „uporczywym nękaniu, przymusie i bezprawnym nacisku w tym uporczywości” (Art. 9 ). Dołożyłem do tego Art. 8 ratyfikowanej przez wszystkie państwa członkowskie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Konwencji Rady Europy o ochronie osób w związku z automatycznym przetwarzaniem danych osobowych. Ja napisałem to wszystko po polsku, a Krystyna przetłumaczyła i wysłała.

Happy end

Strzał był bardzo celny, bo w odpowiedzi firma Skyline przyznała się do przejęcia (kupna) bazy klientów wraz z dostępem do kont bankowych od TDC i ClearWire w dziecinny sposób tłumacząc się ze swojego postępowania. Chcieli mi też niezwłocznie przesłać zabrane wcześniej 536 koron, ale jak stwierdzili, nie wiedzieli na jakie konto je przesłać. Dziwne zaiste. Jak ściągali, to wiedzieli z jakiego konta, a jak trzeba zwrócić to …. Wysłałem im mailem nr konta i czekałem na przelew. Dostałem z powrotem swoje pieniądze, ale trwało to 5 tygodni!!! W międzyczasie 3 krotnie wysyłałem maile z zapytaniem o powód zwłoki i trudności w realizacji ich własnego zobowiązania.

Ale to nie wszystko. Przecież z inicjatywy firmy Skyline zostałem „klientem” firmy windykacyjnej Intrum Justitia, a moje dane trafiły do RKI. Teraz – kolejny już tydzień – domagam się wycofania mojej sprawy z RKI i poinformowania mnie o tym w formie pisemnej. Zastanawiam się też, czy nie skierować całej sprawy do sądu z żądaniem wypłaty od wszystkich 3 firm stosownego odszkodowania - w wysokości przewidzianej w prawie UE – za naruszenie dóbr osobistych i handel danymi osobowymi.

Zapyta ktoś, po co to wszystko? Czy warto było? Tak, warto było. Chodzi o to, że Duńczycy nadal często traktują obcą siłę roboczą, w tym także nas Polaków, jak ludzi, których łatwiej jest oszukać i naciągnąć. A większość z nas jest przecież ludźmi wykształconymi i znakomitymi fachowcami w swoich dziedzinach. Poza tym – warto walczyć o swoje. Niech wiedzą, że Polacy nie gęsi, swoje prawa znają i też potrafią dopiąć swego, nawet mieszkając za granicą.

Komentarze

Dodaj artykuł za darmo
Specjalista SEO