Magiczny wieczór w poznańskim klubie Dragon
Niewielka, przytulna sala. Przyciemnione światła, kilka świeczek. Ludzie siedzący na mini podwyższeniu i bliżej sceny – na poduszkach. Wieczór poezji? Poniekąd. W piątek poznańska publiczność , która całkiem licznie przybyła na koncert Alcoholic Faith Mission, mogła doświadczyć czegoś na kształt poetyckiej lekkości bytu i melancholii w jednym.
Szóstka duńskich muzyków dała występ, który był bardzo lekki, nieprzesadzony i taki… swojski. Jedyna kobieta w sześcioosobowym składzie Alcoholic Faith Mission – Kristine – po pierwszym utworze wyznała, że zespół dawno nie grał ze sobą na żywo, że bardzo za tym tęsknił i ma nadzieję, że w Poznaniu wszystko pójdzie dobrze. Poszło!
Grunt to współpraca
Duńczycy świetnie poradzili sobie z małą przestrzenią sali w klubie Dragon. Sześć osób, żywiołowo wykonujących muzykę, na tak małej powierzchni – niesamowite widowisko! Trzeba było czasem „pożyczyć” sobie mikrofon, przejść od jednego instrumentu do drugiego, grać na jednym bębnie, zamiast na dwóch. Widać było, że muzycy świetnie się rozumieli i granie sprawiało im frajdę.
Zamieszanie na scenie, przemieszczanie się muzyków Alcoholic Faith Mission i współpraca sprawiły, że koncert stał się bardziej rodzinnym, przyjacielskim spotkaniem, niż wydarzeniem muzycznym. Urokliwi Duńczycy czuli się ze sobą na scenie bardzo komfortowo. I ten komfort udzielił się słuchaczom, którzy porozkładali się wygodnie na poduszkach i dali się owładnąć muzyce. Jednak chwilami miało się wrażenie, że publiczność jest onieśmielona i zakłopotana.
Muzycy z Alcoholic Faith Mission co rusz opowiadali o piosenkach, wznosili toasty. Widzowie z rzadka odpowiadali żywiołowo, za to bardzo żywiołowo klaskali i gwizdali po każdym utworze. Przez cały czas trwania koncertu miało się wrażenie, że poznańska publiczność bardzo szanuje każdy dźwięk, że każdą nutę chce należycie usłyszeć i „przetrawić”. Że do każdej podchodzi bardzo uważnie.
Łzy w oczach i tupanie nóżką
Atmosfera intymności wzmagała się szczególnie podczas prezentowania bardziej melancholijnych kompozycji. Wzruszające „Sobriety Up And Left” sprawiło, że sala dosłownie zamarła. W momencie pauzy w piosence, na sali zapanowała absolutna cisza. To był chyba najbardziej wzruszający moment koncertu.
Nie zabrakło jednak bardziej żywiołowych kompozycji, które sprawiły, że wszyscy siedzący bujali się w rytm muzyki i przytupywali nóżkami. Balans w budowaniu muzyką rozmaitych emocji Alcoholic Faith Mission opanowali do perfekcji.
Mieszanka kompozycji z nowej płyty „Ask Me This” oraz starszych, znanych poznańskiej publiczności nagrań, wypełniła pomieszczenie na piętrze klubu Dragon melancholią, ale też specyficzną energią. Po koncercie muzycy usłyszeli wiele razy „Thank you for a magic evening”. I faktycznie, był to magiczny wieczór.
- Zaloguj się, by odpowiadać















